01 02 03 4 kółka i nie tylko: Wszystko po staremu 04 05 15 16 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 31 32 33

Wszystko po staremu

34
Incydent na starcie zepsuł wyścig Ricciardo i Massie.
Niestety GP Japonii przyniosło rozczarowanie wszystkim, którzy po wyścigu w Singapurze mieli nadzieję nawet nie na zmianę układu sił w stawce, ale choć zmniejszenie dominacji Mercedesa. Srebrne Strzały wróciły bowiem do pełni sił i pewnie zdystansowały rywali podczas całego weekendu. W zapewnieniu większej ilości emocji nie pomógł nawet świetny tor w Suzuce, ale jak to zwykle w F1 bywa, jeśli pierwszy plan nie potrafi przyciągnąć, to drugi robi wszystko by go zastąpić. Tym razem owym drugim planem, który wysunął się naprzód, były komunikaty radiowe Fernando Alonso.

Pierwsze treningi nie przyniosły zbyt wielu odpowiedzi, ze względu na słabe warunki. Dopiero ostatnia sesja przed kwalifikacjami rozgrywana była przy sprzyjającej pogodzie i tam Mercedes z miejsca wywalczył dwa najlepsze czasy. Niezła pogoda utrzymała się również na same kwalifikacje, które także padły łupem Merca. Pewną odmianą jest udana sesja Nico Rosberga, który po raz kolejny wydarł pole position Lewisowi Hamiltonowi. Choć przewaga niemieckiego zespołu nie była już tak duża jak wcześniej, to jednak wciąż wyraźna, gdyż wynosząca niemal pół sekundy. Cieszyła niezła forma Williamsa, który praktycznie zrównał się tempem kwalifikacyjnym z Ferrari, co mogło zwiastować zaciętą walkę w czołówce.

Największa walka zakończyła się niestety już na dojeździe do pierwszego zakrętu, na którym czoło peletonu, czyli dwa Mercedesy, walczyły zawzięcie o liderowanie. Hamilton, po zrównaniu się z Rosbergiem, wykorzystał pozycję na torze przy wewnętrznej zakrętu i wcisnął się, wywożąc następnie Nico na pobocze. To z kolei podziałało na korzyść Vettela i Bottasa, którzy skorzystali na walce "podłączając" się pod Lewisa i wyprzedzając Rosberga. Niezbyt udanym manewrem na starcie popisał się Daniel Ricciardo, który wciskał się między Raikkonena i Massę, choć miejsca na trzeci bolid, pomiędzy zbliżającymi się autami rywali, w tym miejscu po prostu nie było. Zakończyło się to przebiciem opony u Ricciardo i Massy. Panowie musieli więc na samym początku przejechać pełne okrążenie wlokąc się na trzech kołach, ze strzępami opon uszkadzającymi podwozie. Po takiej stracie można było zapomnieć o punktach.
Walka Hamiltona i Rosberga
Ciąg dalszy to pogoń Rosberga, któremu dopiero po pitstopie udało się wyprzedzić Bottasa i tym samym wskoczyć na podium. Nico ostatecznie zdobył drugą lokatę z małą pomocą Ferrari, w związku z opóźnionym drugim pitstopem Vettela, co pomogło rywalowi go wyprzedzić. Ferrari Vettela generalnie sprawowało się nieźle i potrafiło utrzymać się za Mercedesem, ale z drugiej strony w żadnym momencie nie potrafiło zagrozić rywalom prawdziwym atakiem.

Tak więc po raz kolejny na podium przywitaliśmy skład dwóch Mercedesów oraz Vettela, jako najlepszego z reszty. Na podsumowanie samego wyścigu warto jeszcze wspomnieć, że bodaj najbardziej pasjonująca była walka w środku stawki, a nawet bliżej jej końca, bo już nawet nie o pozycje punktowane...

Rywalizację z pewnością "ubarwiły" przekazy z komunikatów Alonso do swojego zespołu. Nando wprost powiedział, że silnik można porównać do GP2 i jest to żenujące. Jego słowa wywołały niemałą burzę w trakcie i po zakończeniu wyścigu. Wielu obserwatorów podejrzewało także, że nie bez powodu padły one w Japonii, w czasie domowego wyścigu Hondy. Od razu pojawiły się plotki o tym, że Fernando jest strasznie zawiedziony i chce uciekać z McLarena jak najszybciej, podobnie z resztą jak wcześniej mogliśmy czytać o domniemanym zakończeniu kariery przez Buttona, już po obecnym sezonie.
Czy naprawdę Alonso wciąż wierzy w projekt McLaren-Honda?
Co ciekawe, po wyścigu Alonso, z pomocą mediów społecznościowych. wyjaśnił, że wciąż jest z McLaren-Honda i wspiera ten projekt, że nie zamierza zmieniać swojego kontraktu i chce zakończyć swoją karierę właśnie z tym teamem. Przypomniał przy tym, że wynik z Japonii jest trzecim najlepszym wynikiem w tym sezonie. Warto też zauważyć, że również Jenson Button powiedział po wyścigu, że rywalizacja w Japonii była jak "bycie samurajem bez miecza i zbroi". Jakby tego było mało, by uciąć wszelkie spekulacje, od razu po wyścigu Ron Dennis potwierdził ten sam skład kierowców na rok 2016. Jednak pewnej części wypowiedzi Nando po prostu nie można podważyć. Forma jego zespołu jest rzeczywiście żenująca.

Przed nami kolejny rozdział tegorocznej, dość przewidywalnej rywalizacji. Chciałbym napisać coś naprawdę pozytywnego na koniec tego wpisu, ale trudno oczekiwać z niecierpliwością na wyścig w Soczi, który to tor rok temu wygenerował jeden z najnudniejszych wyścigów F1 XXI wieku. Szczególnie słuchając jednocześnie informacji o tym, że po Spa i Monzie, teraz Silverstone może mieć problemy z uiszczeniem opłat za organizację wyścigu właścicielom praw do F1. Podczas gdy klasyki mają problem z utrzymaniem się w kalendarzu, GP Rosji jest już "opłacone" do roku 2021.

Kasa proszę Państwa, chyba już tylko ona się liczy.

Etykiety: , , , , , , , , , , , , , ,

35 36 37 38