01 02 03 4 kółka i nie tylko: Fabryka uśmiechu, czy fabryka wyników? 04 05 15 16 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 31 32 33

Fabryka uśmiechu, czy fabryka wyników?

34
To wyniki świadczą o zespole, nie atmosfera.
Patrzę ostatnio bacznie na poczynania zespołu Ferrari w okresie wzmożonych spekulacji o transferach, często właśnie powiązanych z tym zespołem, akurat w obecnym sezonie. Porównuję to z zachowaniem Red Bull Racing, który to zespół Ferrari powinno starać się dogonić. Porównuję również, w miarę możliwości, to jak wygląda organizacja zespołów, traktowanie kierowców i realizacja celów jakie powinni sobie stawiać. Od tego porównywania może boleć głowa, ale nasuwa się dość ciekawy wniosek. Łatwo zauważyć dwa różne podejścia do obecnej rywalizacji. Szkoda tylko, że jedynie jedno z nich daje wyniki.

O czym dokładnie mówię? Cóż, kiedy to piszę, żadnego oficjalnego potwierdzenia zmian w Ferrari nie ma, więc pozwolę sobie komentować tak, jakby miało ich nie być. Jestem bowiem wielkim fanem Felipe Massy. Nie za wielki talent wyścigowy na tle reszty stawki F1 bo takiego, powiedzmy sobie szczerze, po prostu nie ma. Jestem za to fanem jego podejścia do sportu, serca i emocji jakie wkłada w to co robi, kiedy po prostu widać, że wyścigi są nie tylko jego pasją, ale i całym życiem. Takie samo podejście zdaje się mieć również zespół Ferrari, tak samo również widać niestety, że niektórym osobom tym zespołem zarządzającym brakuje talentu by stworzyć zespół potrafiący wygrywać mistrzostwo świata.
Czy pasja powinna wystarczyć by być kierowcą dobrego zespołu?
Dla odmiany po zupełnie przeciwnej stronie jest Red Bull Racing. O ile, podobnie jak w Ferrari, jeden kierowca jest wykorzystywany do pomocy drugiemu, co nikogo nie dziwi, w końcu stawia się na tego lepszego, to traktowanie go jest z góry inne. Massa, szczególnie po słynnym "Fernando is faster than you" doskonale zdaje sobie sprawę ze swojego miejsca w zespole, otwarcie o tym mówi i to akceptuje, otwarcie mówi także o tym zespół, nie wstydząc się i nie próbując ukrywać nawet tak oczywistych sytuacji jak rok temu przed startem GP USA (przypomnę - celowe przesunięcie Felipe na starcie by Nando miał lepszą pozycję). Dla odmiany w RBR Mark Webber zupełnie nie godzi się ze swoją pozycją. Mało tego włodarze zespołu w sposób, przynajmniej ja to tak odbieram, wręcz bezczelny w stosunku do kibiców i mediów mówią o tym, że to co widzimy nie jest czarne tylko białe, a Mark jest traktowany na równi z Vettelem i nikt nikomu nie sprzyja, a przecież nawet osoba zupełnie nie wnikająca w temat jest w stanie od tak wymienić kilka oczywistych sytuacji na korzyść Seba, jak choćby podmianka skrzydeł z Markiem na Silverstone.

Ferrari wszyscy chwalą za niesamowitą atmosferę pracy i przyjaźni w zespole. Nawet Fernando, który nieraz piekli się na team z Maranello, że nie potrafią ruszyć tyłków i stworzyć bolidu do wygrywania, tylko siedzą i wcinają makaron, jednocześnie przyznaje, że jest w pewnym sensie zakochany w tym zespole i jego atmosferze, iż wybacza mu więcej niż się powinno, co z resztą widać. Red Bull to dla odmiany maszynka do wyników. O ile sportowcy bardzo chwalą sobie generalny program wsparcia wszystkich sportowców i jak to jest zorganizowane, to podobnych słów już precyzyjnie o zespole F1 nigdy nie słyszałem. Z resztą - czego się spodziewać, jeśli Pan Marko nie jest człowiekiem, którego stać na przyznanie się do błędu, czy wydającym łagodzące sytuacje opinie. Od zespołu wymaga się wyników i ma je dostarczać, nieważne jakim kosztem (dosłownie, jak i w przenośni). Dlatego też mamy teraz sytuacje, kiedy na przyjęciu pożegnalnym Webbera, gdzie byli niemal wszyscy wielcy Formuły 1, nie było Vettela. Ciekawe jak wygląda to na co dzień, kiedy spędzają razem całe dnie w garażu zespołu. Wyobrażacie sobie takie swoje kontakty z współpracownikami? Ja nie.
Alonso i Hamilton nie są dobrym przykładem zgranej pary.
Mamy więc dwa różne zespoły, z dwoma różnymi podejściami. Co ciekawe oba te podejścia są świetnie zobrazowane przez dwóch "drugich" kierowców tych zespołów. Massa trzymany z przyzwyczajenia i przyjaźni oraz Webber gnębiony i ugniatany do takiej formy by przyjął kształt podpórki na puchary Vettela wbrew swojej woli. Problem tkwi, przynajmniej na obecną chwilę, w tym, że jedynie jedno z tych podejść przynosi wyniki. Ferrari może nie jest daleko, ale mimo wszystko nie spełnia oczekiwań i nie staje na drodze RBR do tytułu. Pytanie więc brzmi, czy można wygrywać będąc takim "miłym przytułkiem" jak Ferrari lub czy można zwyciężać, ale nieco spuszczając z tonu, którym teraz operuje Red Bull Racing? Czy w ogóle istnieje złoty środek? Pamiętając duet McLarena Alonso/Hamilton myślę, że odpowiedź jest co najmniej utrudniona.

Etykiety: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

35 36 37 38