01 02 03 4 kółka i nie tylko: Czemu zrzędzę na F1 04 05 15 16 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 31 32 33

Czemu zrzędzę na F1

34
Każdy swoją... tylko, czy jest jeszcze co skrobać?
 Jako, że ostatnimi czasy dość często i gęsto wypowiadam się negatywnie o decyzjach, szeroko pojętego, grona władającego Formułą 1, nie uszło to uwadze także i czytelników tej strony - o dziwo tacy są ;) . W związku z tym, żeby nie pozostać gołosłownym i może zacząć też głębszą dyskusję, czy analizę problemów, które ja dostrzegam, zapraszam na drobne tłumaczenie się z mojego postrzegania odgórnych decyzji wpływających na kształt rywalizacji w F1 w przeciągu ostatnich kilku lat. Wszelkie opinie, także sprzeczne z moimi, oczywiście mile widziane!

Do rzeczy więc. Zacznę ogólnie od problemu, który zdaje się trapić szczególnie organy zarządzające królową motorsportów i z nasileniem objawiającym się właśnie tutaj. Otóż, używając hasła w większości reklam wyrobów farmaceutycznych - tutaj leczy się źle, gdyż leczy się objawy zamiast leczyć przyczyny.  W dodatku po drodze pojawia się wiele sprzeczności.

Weźmy, na pierwszy ogień, słynne już ograniczenie kosztów. Słyszymy o tym z nasileniem non stop niemal od 2009-2010 roku. Jak jednak można traktować poważnie takie zapowiedzi, skoro nie dość, że na chwilę obecną nie da się ich zrealizować, gdyż zespoły mające to w interesie skutecznie blokują takie ustalenia przy podpisywaniu nowego porozumienia odnośnie warunków rywalizacji w F1 (Concorde Agreement), to jednocześnie wprowadza się wynalazki takie jak KERS, czy nowe silniki, które windują koszty w kosmos i angażują wszystkie dostępne środki nawet wśród najlepszych i największych teamów. Dla mnie to się, za przeproszeniem, kupy nie trzyma.
Dla jasności - Todt i FIA też święci nie są.
Pozwolę sobie jeszcze na wtrącenie odnośnie tego kto właściwie rządzi Formułą 1. Wydaje wam się to proste i oczywiste? Skądże znowu. Znających angielski, lubiących kruczki prawne i zainteresowanych wejściem F1 na giełdę zapraszam do TEGO artykułu by poznać choćby stopień zawiłości sytuacji. Dla prostych kibiców najważniejsze w tej chwili jest po prostu stwierdzenie, że w tym momencie władzę nad F1 sprawuje F1 Group rządzone przez Berniego Ecclestone'a do spółki z FIA oraz FOTA. Dwie pierwsze instytucje są związane ze sobą kontraktem na prawa do transmisji itp. (commercial rights) na 100 lat! Jego zawiłości wyjaśnia nieco artykuł podany kilka linijek wyżej. Wracając do samego układu sił. F1 jest bezpośrednio pod rządami Berniego, jednak dopóki F1 organizowana jest pod szyldem Mistrzostw Świata FIA podlega również jej regulacjom, a zarazem daje FIA pewną władzę. Władza ta jest jednak rzeczą płynną, gdyż wszelkie regulacje są ustalane pomiędzy trzema ciałami: FIA, F1 Group oraz FOTA (stowarzyszenie zespołów F1) właśnie pod postacią Concorde Agreement. Tak więc na ile tylko płynna jest ta władza, każdy próbuje odciągnąć jej nieco na swoją stronę, czego przykłady mamy w ostatnich miesiącach, choćby przy sytuacji z oponami i szukaniu winnych u każdego, tylko nie u siebie.

Właśnie. Opony. Kolejny przykład złego zarządzania tym pięknym sportem. Jasne, na pewno jest w tym całym zamieszaniu pewna wina Pirelli, w końcu to oni owe opony produkują. To jednak nie Pirelli ustaliło same sobie wymagania co do opon, które po prostu miały "tworzyć" show. Owe wymagania zostały zapewne w pewnym stopniu ustalone przy podpisywaniu kontraktu, a teraz Pirelli obarcza się winą za nieumiejętność zrobienia papierowych opon, które będą wytrzymywać obciążenia F1. Pirelli z kolei broniąc się zrzuca winę na zespoły, za nieprawidłowe użytkowanie tychże opon. Nad tym wszystkim siedzą Panowie przy zielonych stolikach i liczą wpływy do własnych portfeli. Chyba, że próbujecie mi wmówić, że producent dostarczający opony także do GP2, GP3, FIA GT, Blancpain Endurance Series, Ferrari Challenge, Lamborghini Supertrofeo i kilku innych nie potrafi wytworzyć opon, które wytrzymują bez problemów pół godziny jazdy w F1. Litości. Przecież jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych mieliśmy opony kwalifikacyjne dające niesamowitą przyczepność, ale mające żywotność jednego okrążenia. Dziś mamy minimalne różnice czasowe między różnymi mieszankami, a są równie podatne na uszkodzenia. Stąd też należy zadać pytanie, czy naprawdę ktoś w Pirelli przekombinował, czy może ktoś tam na górze postawił producentowi opon nierealne wymagania. Tego raczej się nigdy do końca nie dowiemy, gdyż Panowie z grubymi portfelami potrafią skutecznie umywać ręce.
Problemy z oponami są, winnych niestety nie ma.
Z oponami wiąże się też historia z ostatnim pogrożeniem palcem przez FIA przed publicznością i zganieniem F1 za sytuację z oponami i próby zmiany konstrukcji opon w trakcie sezonu, podczas gdy jednocześnie uchwalono zmianę regulaminu dopuszczającą przebudowanie opon w trakcie sezonu, co przed chwilą krytykowano. Jak można takie działania poważnie traktować? Dowodzi to tylko, że FIA jest tak samo winna niektórym błędom, jak sam Bernie Ecclestone, na którego zrzuca się odpowiedzialność za wszystko. Nie to, żebym go bronił.

Patrząc jeszcze raz na osławioną redukcję kosztów i chęć uatrakcyjnienia widowiska. Redukcja miała umożliwić uboższym zespołom rywalizację na równi z najlepszymi. Właśnie. Nowe zespoły. Dołączone w 2010 roku teamy po dziś dzień sprawiają wrażenie wepchniętych tam na siłę. Dość powiedzieć, że z trzech zaakceptowanych w 2010 roku zgłoszeń jeden zespół praktycznie nigdy nie powstał, co już wiele mówi o sposobie w jaki wybierano zgłoszenia. Tam nie kierowano się możliwościami i zdolnością do rywalizacji na poziomie F1, lecz patrzono pod kątem uśmiechnięcia się w kierunku nowych pieniędzy i nowych rynków. Tak było z US F1, mającym zmiękczyć grunt pod wejście z przytupem F1 na nowy tor w Stanach. Team Lotus był z kolei projektem rządu i przedsiębiorstw Malezyjskich skrojonym by promować markę Proton. Jak widać po dziś dzień trudno uzasadnić istnienie zespołów jak Marussia, Caterham, czy nieistniejące już HRT, w stawce F1. Trudno o ile oczywiście nie weźmiemy pod uwagę głównego powodu wszelkich działań na współczesnym świecie - pieniędzy.
Po co robić coś na siłę? Oto F1 jadące niemal tempem GP2.
 Koronny mój przykład "leczenia skutków, a nie przyczyn" to dzieło szatana ukryte pod nazwą DRS. Mówcie mi co chcecie, znajdujcie argumenty jakie chcecie, odwołujcie się do bogów i religii, ale niestety nie zaprzeczycie jednemu - jest to system dający przewagę atakującemu. Wyobrażacie sobie coś takiego w innym sporcie? Wyobrażacie sobie np. sędziów w piłce nożnej przymykających celowo oko na faule, strzały ze spalonego, jeśli wykonywała je drużyna przegrywająca? Wyobrażacie sobie, żeby w kolarstwie ten, którego inni gonią musiał zaciągać hamulec, aby reszta mogła go dogonić i wyprzedzić? Ja nie. Niestety dokładnie taką samą sytuację mamy obecnie w F1. Był narzekania na małą ilość wyprzedzań, więc mądre głowy wprowadziły jedyne rozwiązanie na jakie potrafili wpaść. Owo rozwiązanie, wbrew głoszonej przez włodarzy F1 opinii, nie zwiększa ilości wyprzedzań, a jedynie zmienia ich statystyki w tabelkach po wyścigu. Instytucja wyprzedzania niemal całkowicie została dzięki DRSowi zlikwidowana, nawet sam fakt walki koło w koło niemal znikł. Po co walczyć i zużywać papierowe opony, kiedy można dojechać do prostej, wcisnąć przycisk "push to pass" i załatwić sprawę bez problemu. Bez możliwości obrony przez wyprzedzanego na tych samych warunkach. To nie jest wyprzedzanie to jest po prostu mijanie. Nie trzeba walczyć, nie trzeba bronić, nie trzeba umieć tego robić, nie trzeba nawet ustawiać bolidu tak aby to ułatwiał w większości przypadków. Wyprzedzania po prostu nie ma. Kompletna tragedia. Jeśli ktoś uważa, że się mylę proszę by obejrzał jakikolwiek wyścig innych serii wyścigowych bo najwyraźniej tego ostatnio nie robił, a zobaczycie ile nam zabrano radości i piękna tego sportu.

Tak to właśnie wygląda. Mało wyprzedzań zamieniono na ich brak. Mało bolidów zamieniono na atrapy bolidów biorących udział w rywalizacji, które to atrapy nigdy nie powinny znaleźć się na torze. Rywalizację zamieniono na walkę o przetrwanie opon. Mówcie co chcecie, chętnie wysłucham waszych opinii, ale mnie się to po prostu nie podoba.

PS. Zauważcie, że nie wspominam choćby o KERS i wielkości przyszłorocznych silników. Czemu? O tym już wkrótce.

Etykiety: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

35 36 37 38