01 02 03 4 kółka i nie tylko: Czas wbić trójkę 04 05 15 16 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 31 32 33

Czas wbić trójkę

34
Robert Kubica na Rally Di Como w Citroenie C4 WRC.
Rok 2013 już tuż, tuż, pora więc spojrzeć na ostatnie 366 (w końcu rok przestępny) dni z perspektywy czasu. Podsumujmy to co działo się w 2012, a działo się przecież naprawdę wiele w motoryzacji i motorsportach, szczególnie dla nas Polaków. Strach i przerażenie mieszające się z nadzieją i niedowierzaniem. Przesuwanie granic w koncentracji zespołów F1 na zwycięstwie danego zawodnika, czy odbijający się na światku wyścigowym kryzys, a mimo tego pojawiające się wyraźne oznaki rozwoju branży. Gotowi?

Zacząć trzeba od rzeczy najważniejszej i takiej której przemilczeć się nie da. Od powrotu Roberta Kubicy do sportu. Każdy interpretować to może na swój sposób. Wielu uważa na przykład, że jest to porażka i że to koniec kariery.
Robert wracający na rajdowe trasy.
Z całym szacunkiem, ale... jak można tak mówić o osobie, która wedle wielu przesłanek cudem przeżyła, a jeszcze większym cudem nie straciła ręki. Otwarcie bowiem mówiło się o tym, że po wypadku lekarze niemal od razu uznali, że ręka nadaje się jedynie do amputacji, jednak naciski z obozu Roberta i kwestia "to Robert Kubica, kierowca F1 - on po prostu MUSI mieć obie ręce" zmusiły lekarzy do walki o sprawność ciała Roberta. Jeszcze większą walkę stoczył sam Robert i dziś mamy go startującego w najmocniejszych samochodach rajdowych świata i łomoczącego zadki innym, w 100% sprawnym kierowcom. Czy naprawdę można to nazywać porażką? Owszem nie jest w pełni sprawny i dalej nie jest przesądzone, czy uda mu się wrócić do bolidu F1, czy jakiegokolwiek innego. Dla mnie jednak Kubica stał się synonimem walki, stawiania czoła najcięższemu co może człowieka w życiu spotkać, koncentracji na jednym tylko celu. Jego powrót do sportu pozwolił natomiast zrozumieć, że ta walka z maszyną i nawierzchnią nie jest dla niego tylko pasją. Jest całym życiem i za to go niesamowicie szanuję.

Że nie jest obecnie w Formule 1, być może tam gdzie miał być, czyli w Ferrari? Oczywiście, że szkoda, ale to jest życie, a nie film...
Start GP Korei 2012.
A propos Formuły 1. W tym sezonie mieliśmy, mimo wszystko i dzięki różnym zbiegom okoliczności, świetną walkę do samego końca. Wiele osób pokazało przy niej niesamowite serce do wyścigów, pokazało, że to więcej niż praca. Przy okazji dwa zespoły - czyli Ferrari i Red Bull Racing - pokazały jak niesamowite jest dziś nastawienie na wyniki i jak ważne jest proste słowo "tytuł", czy "mistrz". Oba bowiem koncentrowały się od pewnej części sezonu maksymalnie na wynikach zawodnika, który na owy tytuł miał jeszcze szanse, angażując w tą walkę, w niespotykanym w ostatnich latach stopniu, również drugich zawodników. Wynikło z tej walki wiele emocji i nieporozumień, ale to dobrze. Źle by było, gdyby F1 tych emocji już nie budziła.

Kryzys dotykający świat motorsportów objawił się niestety ostatnio upadkiem dwóch serii wyścigowych, czyli FIA GT1 World Champioship oraz Formuły 2. Choć czy aby na pewno to wina kryzysu? Zdaniem wielu te serie z założenia były skazane na upadek. Możliwe więc, że kryzys jest już coraz dalej od sportu motorowego, z resztą mamy już na ten temat sporo przesłanek...
McLaren MP4-12C GT3 w słynnym malowaniu Gulf.
Choćby takie, że do klasy GT3, cały czas zyskującej na popularności, dołączają kolejne marki, nieraz są to wielkie powroty, jak na przykład McLaren ze swoim MP4-12C. Prace nad swoim projektem pojazdu GT3 zapowiedział już także Bentley i kilka innych, topowych marek. Nie można zapomnieć też o świetnym powrocie Toyoty do wyścigów długodystansowych. Były obawy, że po odejściu Peugeota Audi zostanie bez konkurencji, jednak luka została zapełniona jeszcze szybciej niż powstała i niemiecka marka zyskała konkurenta silniejszego niż kiedykolwiek. Bowiem mimo nieudanego Le Mans 24, nie musieliśmy długo czekać nad pierwsze zwycięstwo hybrydowej Toyoty TS030 nad całą kawalkadą Audi - a to przecież pierwszy rok startów tego pojazdu!
Kuba Giermaziak na Petit Le Mans.
Nie fair byłoby również pominięcie sukcesów Kuby Giermaziaka za oceanem. Nasz młody kierowca, który do tych czas nie błyszczał ponadprzeciętnie w bolidach jednomiejscowych oraz po dobrym sezonie w Porsche Supercup w ostatnim już również tak nie zaskakiwał, zdaje się mieć większy talent do wyścigów długodystansowych. Oto bowiem w swoim pierwszym starcie w Petit Le Mans wygrał. Sukces naprawdę spory, choć nie można pominąć, że to także zasługa reszty zespołu. Tym bardziej warto wspomnieć, że Giermaziak ma, znów z tym samym zespołem, wystartować w wyścigu Daytona 24h, czyli kolejnym z długodystansowych klasyków rozgrywanych za oceanem. Czyżby Kuba miał zostać naszym najlepszym, wyścigowym towarem eksportowym?
Ferrari F12 Berlinetta
Podobno kryzys najlepiej zniosła najbardziej luksusowa część rynku motoryzacyjnego. Cóż nie sposób się z tym nie zgodzić patrząc na tegoroczne Ferrari F12 Berlinetta. Premiera każdego Ferrari jest wydarzeniem, a to wygląda (według mnie) wprost oszałamiająco. Pomarzyć zawsze można, prawda? ;) No to pomarzmy dalej bo w tym roku premierę miało również auto, które powinno się już nazywać raczej hipersamochodem, czyli Pagani Huayra. Tak jak i Zonda była pomostem między najnowszą technologią i osiągami, a formą sztuki motoryzacyjnej, tak jest nią też Huayra. Podobnie nie do pominięcia jest również powrót Vipera i to w wielkim stylu, gdyż nowy model jest chwalony za postęp i świetne prowadzenie przy zachowaniu wszystkich charakterystycznych elementów dla tego, legendarnego już, pojazdu.

Trendy obecnej motoryzacji? Dalszy downsizeing, robienie z samochodów mikserów i ekolodzy biegający za każdym pojazdem z miernikiem by udowodnić, że kiedy wciskasz gaz z twojej winy ginie 455 tysięcy gatunków ssaków, 3242 gatunków ptaków i 2 miliony gatunków owadów. Oczywiście pomijając przy tym skrzętnie, że metan wydzielający się z krowich odchodów bardziej zanieczyszcza atmosferę, niż samochody. Cóż, jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. Ktoś przecież musi zarobić, więc najłatwiej zrobić to manipulując ludźmi albo wręcz nie dając im wyboru.
Toyota GT86
I w tym miejscu pojawia się samochód, który jest światełkiem w tunelu i zaprzeczeniem wszystkich trendów. Toyota GT86. Tak jak kiedyś Mazda MX-5, czy Nissan 350Z Toyota jest autem beznadziejnym. Nie zapakujemy do niej rodziny na wakacje. Nie przewieziemy 40" telewizora w bagażniku. Nie popłyniemy komfortowo nad dziurami, których jest więcej na naszych ulicach, niż właściwej nawierzchni. Jednak w tym właśnie tkwi piękno tego auta. Proste, zwarte, zrobione z myślą o fanach motoryzacji, którzy chcą i lubią po prostu czerpać przyjemność z jazdy, a nie oddawać kierownicę pod kontrolę milionowi elektronicznych systemów by samemu w tym czasie popijać herbatkę ze stylizowanego termosiku. W dodatku jest autem dużo bardziej dostępnym. Owszem cena 130 tysięcy złotych raczej nie reprezentuje tego, co przeciętny Polak ma przy sobie w portfelu, ale i tak ma się nijak do cen supersamochodów, a Toyota wcale mniejszej frajdy nie musi oferować, a nie można przy tym zapomnieć, że jest to również solidna marka, więc płacimy także za jakość.

To wszystkie wydarzenia, jakie zapadły mi w pamięci z mijającego roku. Coś pominąłem? Macie swoje typy? Podzielcie się nimi, chętnie wymienię opinie!

Wszystkim życzę szczęśliwego, nowego roku 2013, szerokiej i bezpiecznej drogi, a także spełnienia marzeń motoryzacyjnych ;) .

Etykiety: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

35 36 37 38