01 02 03 4 kółka i nie tylko: Kraksa Grosjeana, Twitter Hamiltona i skrzydło warte aż pół sekundy? 04 05 15 16 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 31 32 33

Kraksa Grosjeana, Twitter Hamiltona i skrzydło warte aż pół sekundy?

34
Romain Grosjean
No i mamy za sobą wyścig na, zdaniem wielu, najciekawszym torze w kalendarzu F1, który zawsze gwarantuje ciekawą rywalizację. Niestety tegoroczny wyścig nie wywołał aż tak wielkich emocji, jakich wszyscy się mogli spodziewać, a to za sprawą dwóch bardzo istotnych elementów, o których później. Jednak jeszcze przed wyścigiem niezbędny dodatek emocji postanowił zapewnić Lewis Hamilton, do czego nas już po części przyzwyczaił, w dodatku przy wykorzystaniu popularnych serwisów społecznościowych, których użył między innymi do... publikacji tajnych danych telemetrycznych zespołu McLaren-Mercedes. Zapraszam do czytania, komentowania, a może i konfrontowania swoich opinii z moją.

Wyścig zakończył się na dobrą sprawę jeszcze zanim się zaczął dla kilku czołowych kierowców stawki, w tym lidera klasyfikacji generalnej, czyli Fernando Alonso, ale także Lewisa Hamiltona, Sergio Pereza, a także Romaina Grosjeana. Perez i Alonso byli całkowicie bezbronnymi ofiarami wypadku, który spadł na nich z nieba (dosłownie), natomiast Hamilton oraz Grosjean bezpośrednimi jego sprawcami. Oczywiście ja nie jestem ani sędzią, ani głosem rozstrzygającym, ale moim zdaniem w 101% zawinił Grosjean. Znów. Z resztą sędziowie już się wypowiedzieli wykluczając Francuza z rywalizacji na jeden wyścig.
Wypadek na pierwszym zakręcie GP Belgii 2012.
Przyznam szczerze, że kibicowałem Romainowi. Kiedy pierwszy raz pojawił się w F1 za kierownicą Renault nie błyszczał, ale i nie było ku temu możliwości w teamie pogrążonym w kryzysie po aferze z Piquetem i ustawianiem wyników wyścigu. Miniony sezon Romain może zaliczyć do bardzo udanych, a ja do tych, w których stałem jak mur za jego powrotem do F1. Wystartował w dwóch seriach GP2: azjatyckiej i europejskiej kompletnie je dominując i wygrywając.
Grosjean w GP2. Belgia 2010.
Kibicowałem mu podczas swojego wyjazdu na Spa. Kibicowałem kiedy powrócił do Lotusa i Formuły 1. Twierdziłem, że jego dominacja w niższej serii jest dowodem na to jakim jest szybkim i kompletnym kierowcą. Niestety wyniki świadczą jak na razie jedynie o tym pierwszym. Malezja, Monako, Niemcy, a teraz Belgia. Wszystko to wyścigi nieukończone lub zupełnie zawalone przez Romaina.
Tak być nie może. Nie może być tak, że takie problemy i takie kraksy generuje kierowca czołowego teamu. Nie może być tak, że kierowca F1 zachowuje się tak nieodpowiedzialne i tak głupio tworząc wypadki, które mogą się skończyć tragicznie, tak jak mógł się skończyć dzisiejszy dla Alonso. Choć obecny sezon zdaje się temu przeczyć bo mamy w stawce takich kierowców jak Maldonado, który ma 12 kar po... 12 wyścigach. Zbyt mało dobrych kierowców, zbyt dużo kierowców, którzy płacą za możliwość jazdy w Formule 1. Jednak Grosjean nie jest "paydriverem". Te wszystkie tytuły nie przyszły znikąd. Jest szybki i to widać choćby po sesjach kwalifikacyjnych. Zdecydowanie natomiast ma problemy z jazdą w tłoku, z radzeniem sobie z innymi kierowcami. Nerwy? Stres? A może trafił na równie twardych i zawziętych co on? Nie wiem. Kierowca F1 powinien wiedzieć też kiedy odpuścić. Nie tylko by nie ryzykować punktów dla zespołu, by nie niszczyć wyników innym zawodnikom, ale też ze względu na zdrowie i życie wszystkich dookoła. Grosjean czasem zdaje się jechać jakby to on był królem torów. Tymczasem w stawce F1 okazuje się być jak na razie podlotkiem w dobrym bolidzie. Musi się poprawić by pozostać na szczycie, ale moje kciuki już niestety nie będą zaciśnięte za pomyślność tych planów.
Zdjęcie telemetrii opublikowane przez Hamiltona.
Poza kraksą na starcie, która nieco ustawiła wyścig, ustawiła go jeszcze genialna postawa Jensona Buttona. Podczas gdy większość kierowców pierwszej połowy stawki zmieściła się w jednej sekundzie, Brytyjczyk zakończył kwalifikacje z przewagą niemal 0.2 sekundy nad drugim, a Q2 wygrał z przewagą 0.7 sekundy! Tymczasem jego partner z zespołu, Hamilton, przeżywał trudne chwile walcząc o miejsce w pierwszej dziesiątce. Nie mogło to oczywiście przejść bez echa u osoby takiej jak Lewis. Często i gęsto prezentującej postawę "jam jest najlepszy, wszystko mi się należy i to nie ja zawiniłem, a nawet jak ja to nie ja". Na portalu Twitter Hamilton po kwalifikacjach uskarżał się na zły wybór tylnego skrzydła (który sam przegłosował). Button pojechał z nowym, podczas gdy Hamilton nie uzyskujący wcale z nim lepszych wyników, wybrał starszy model. Skończyło się to publicznymi żalami w sieci połączonymi z publikacją tajnych danych telemetrycznych zespołu (sic!).
Jenson Button na Spa-Francorchamps.
Wszystko zostało oczywiście chwilę później ocenzurowane i wyczyszczone przez zespół, ale zapobiegliwi internauci porobili kopie, które możecie zobaczyć powyżej. Na pewno nie odbije się to też dobrze na atmosferze w zespole. Jaka jest natomiast prawda? Jenson Button pojechał dziś najpewniej po jedno z nudniejszych i najprostszych zwycięstw w swojej karierze prowadząc od startu do mety, praktycznie niezagrożony i będąc nieraz o pół sekundy, a nawet i więcej, szybszy od kolejnego kierowcy za nim. Hamiltonowi, który twierdzi, że to dzięki nowemu skrzydłu, dokładał jeszcze więcej. Ile w tym prawdy? Cóż. Zespoły F1 pracują miesiącami by zdobyć choćby dodatkową jedną dziesiątą sekundy nad rywalami, tymczasem jedno skrzydło miałoby dać aż tyle Buttonowi? Wątpię. Szybkość bolidu to coś więcej niż jeden element. To wypadkowa formy kierowcy, współpracy wszystkich elementów pojazdu, inżynierów, kierowcy, ustawień i doboru opon. Być może to wszystko zgrało się idealnie na ten weekend dla Jensona Buttona. Być może to Hamilton znów nie jest w stanie przyznać, że "NAWET JEMU" może gorzej pójść, a być może coś w tym jest? Zweryfikuje to na pewno kolejny wyścig, a tymczasem chyba łatwo ocenić, która opcja jest bardziej prawdopodobna...

Etykiety: , , , , , , , , , , , , , , , ,

35 36 37 38